wtorek, 3 sierpnia 2010

Fucking v music

Na przerwanie milczenia dialog, który uderzył z zaskoczenia:

- Annie, you told Sonny you didn't wanna play music with him?
- For now, yeah, just until I get some shit together. But so what? Wasn't like I was trying to break us up. I mean I'm not asking to fuck anyone else, just gig with them, you know?
- Yeah, I don't know, you know, fucking is fucking but music... that's personal.

niedziela, 20 czerwca 2010

Kolorowanka

Przypomniałem sobie dzisiaj, jak wiele lat temu przeglądałem w sklepie kolorowanki. Na półce były dwie serie: ostatni egzemplarz z samochodami i kilka sztuk jakiejś innej. Wybrałem z samochodami. Nie dlatego, że je lubiłem. Uznałem, że jedna książeczka pozostawiona sama sobie będzie smutna. Jakie to dziecinne. Jak niewiele się zmieniło.

czwartek, 3 czerwca 2010

Jaka?

Byłaś dla mnie poezją
Wyczuwalną w każdym słowie
Powracającą we śnie i na jawie wizją
Słyszaną w wiatru mowie.

Byłaś dla mnie boginią
Czasami wydawałaś się realna
Bez Ciebie świat był pustynią,
a oaza daleka jak Gwiazda Polarna.

Byłaś dla mnie iluzją
Wierzyłem, że kiedyś mnie zobaczysz
Przestaniesz być pomysłów fuzją
Dla mojego umysłu jak haszysz.

Jesteś dla mnie przeszłością,
Strzałą, której nie można wyjąć, nie pozwala się wykrwawić
Pomiędzy rozumem i sercem niezgody kością
Nie umiesz wytłumaczyć, potrafisz otumanić.

Porzucam Twój obraz, wyganiam Twój zapach
Pozbywam się Ciebie całą siłą swej woli,
ale wiem, że powrócisz jutro i po latach,
bo głowa nie ma nad sercem kontroli.

piątek, 28 maja 2010

Jaki?

Pusty
jak wymuszona refleksja

Zmęczony
grą według nieznanych zasad

Zamknięty
w próżni alternatyw

Oszukany
przez przeznaczenie

Uzależniony
od nieodgadnionej

Spętany
nicią nadziei

Niezrozumiany
przez siebie

piątek, 21 maja 2010

Sam na świecie

Zainspirowane utworem You're Gonna Make Me Lonesome When You Go Boba Dylana.


Sam na świecie

Słyszę Ciebie w ciszy, w śpiewie
Widzę w blasku słońca i w ulewie
Czuję na skórze w zimie, w lecie
Kiedy pójdziesz, będę sam na świecie.

Patrzę w lewo, w prawo i przed siebie
Widzę Ciebie za mną i na niebie
Chowasz się za drzewem, w każdym kwiecie
Kiedy pójdziesz, będę sam na świecie.

Unikam znaków i symboli
Odnajduję je wbrew woli
Twoje imię w głowach ludzi i w gazecie.
Kiedy pójdziesz, będę sam na świecie.

Dotyk Twój w ciepłym świetle, chłodnym wietrze
W środku lasu, w ciasnym metrze
W każdym stworzeniu, w żadnej kobiecie
Kiedy pójdziesz, będę sam na świecie.

Ludzie mówią: „szczęście cię otacza zewsząd,
Czy w głębinach, w powietrzu, czy to suchy ląd”
Odpowiadam wtedy: „nic nie wiecie”
Właśnie Ciebie brakuje mi na świecie.

poniedziałek, 17 maja 2010

Tangled Up in Blue

Ostatnio bez aktualizacji. Nie dlatego, że się nie dzieje. Dzieje się dużo. Ale coś od siebie napiszę może innym razem. Nie czas, nie miejsce. Od kilku tygodni czuję niesamowitą więź z piosenką. Utwór, który w jakiś magiczny sposób wyraża mój stan wewnętrzny. I wystarczy.


Bob Dylan - Tangled Up in Blue

Early one mornin’ the sun was shinin’
I was layin’ in bed
Wond’rin’ if she’d changed at all
If her hair was still red
Her folks they said our lives together
Sure was gonna be rough
They never did like Mama’s homemade dress
Papa’s bankbook wasn’t big enough
And I was standin’ on the side of the road
Rain fallin’ on my shoes
Heading out for the East Coast
Lord knows I’ve paid some dues gettin’ through
Tangled up in blue

She was married when we first met
Soon to be divorced
I helped her out of a jam, I guess
But I used a little too much force
We drove that car as far as we could
Abandoned it out West
Split up on a dark sad night
Both agreeing it was best
She turned around to look at me
As I was walkin’ away
I heard her say over my shoulder
“We’ll meet again someday on the avenue”
Tangled up in blue

I had a job in the great north woods
Working as a cook for a spell
But I never did like it all that much
And one day the ax just fell
So I drifted down to New Orleans
Where I happened to be employed
Workin’ for a while on a fishin’ boat
Right outside of Delacroix
But all the while I was alone
The past was close behind
I seen a lot of women
But she never escaped my mind, and I just grew
Tangled up in blue

She was workin’ in a topless place
And I stopped in for a beer
I just kept lookin’ at the side of her face
In the spotlight so clear
And later on as the crowd thinned out
I’s just about to do the same
She was standing there in back of my chair
Said to me, “Don’t I know your name?”
I muttered somethin’ underneath my breath
She studied the lines on my face
I must admit I felt a little uneasy
When she bent down to tie the laces of my shoe
Tangled up in blue

She lit a burner on the stove
And offered me a pipe
“I thought you’d never say hello,” she said
“You look like the silent type”
Then she opened up a book of poems
And handed it to me
Written by an Italian poet
From the thirteenth century
And every one of them words rang true
And glowed like burnin’ coal
Pourin’ off of every page
Like it was written in my soul from me to you
Tangled up in blue

I lived with them on Montague Street
In a basement down the stairs
There was music in the cafés at night
And revolution in the air
Then he started into dealing with slaves
And something inside of him died
She had to sell everything she owned
And froze up inside
And when finally the bottom fell out
I became withdrawn
The only thing I knew how to do
Was to keep on keepin’ on like a bird that flew
Tangled up in blue

So now I’m goin’ back again
I got to get to her somehow
All the people we used to know
They’re an illusion to me now
Some are mathematicians
Some are carpenters’ wives
Don’t know how it all got started
I don’t know what they’re doin’ with their lives
But me, I’m still on the road
Headin’ for another joint
We always did feel the same
We just saw it from a different point of view
Tangled up in blue

poniedziałek, 3 maja 2010

Homoseksualizm, ignorancja i inne dewiacje

Popularne jest przekonanie, że homoseksualizm jest dewiacją, choć już dawno za taką nie uważają go ani psycholodzy, ani lekarze, a Światowa Organizacja Zdrowia wykreśliła go z listy chorób w 1990 roku.

Fragment artykułu Polska tylko dla hetero
w Przekroju (17/2010)

Kilka miesięcy temu miałem okazję zweryfikować prawdziwość tego twierdzenia. Wśród ludzi, którzy są na drodze do uzyskania wykształcenia wyższego. Część z nich toleruje homoseksualizm, część jest przeciwna. Ale wszyscy zgodnie próbowali mi wmówić, że homoseksualizm to choroba. Odpowiedziałem, że nie. Pod naporem i niepewny co do „oficjalnej klasyfikacji”, podniosłem inny argument.

Czy jeżeli jakaś organizacja (choćby cieszyła się wielkim autorytetem) twierdzi, że jest tak albo inaczej (a może mieć ku temu setki powodów), to należy przyjmować to do wiadomości i włączać bezkrytycznie w strukturę swoich przekonań? Na nikogo to nie podziałało. „Należy ufać specjalistom” i inne argumenty, wśród nich najbardziej przekonujący - argument przewagi liczebnej, zwyciężyły.

To co? Zgadzamy się już, że homoseksualizm nie jest chorobą czy Światowa Organizacja Zdrowia może się mylić i należy podchodzić do jej stanowiska krytycznie?

PS Informacje zawarte w powyższym wycinku zdobyłem kilka godzin po dyskusji, ale artykuł mi o zagadnieniu przypomniał i zmobilizował do napisania notki.

PS2 Do homoseksualistów nic nie mam. No, chyba że są Żydami. Wtedy zwrócę się z prośbą o poradę do Radia Maryja.

sobota, 24 kwietnia 2010

Czymże jest filozofia wobec wieczności?

Jest czas w życiu dziecka, kiedy zadaje wiele pytań. Nie pamiętam, czy byłem dzieckiem, które miało dużo wątpliwości. Pamiętam jednak, że zadałem kiedyś takie pytanie: Mamo, po co się żyje? Nie wiem, czy inne dzieci w wieku 4-5-6 lat miały podobną potrzebę wiedzy. Wiem, że minęło kilkanaście lat i nadal nie znalazłem satysfakcjonującej odpowiedzi i nadal to pytanie zadaję (najczęściej sobie).

To nie tak, że nic mi nie przychodzi do głowy. Mam kilka koncepcji, ale żadna z nich nie góruje na razie nad pozostałymi tak wyraźnie, żeby uznać ją za obowiązującą. Filozofowie potrafią całe życie rozważać tę i podobne kwestie. Wydaje mi się, że też mam taką inklinację, chociaż za filozofa nigdy się nie uważałem i nadal nie uważam. Można wprawdzie żyć bez odpowiadania, ale to cholernie drażniące. W takim razie: po co?

Można: dla siebie, dla innych, dla istoty nadprzyrodzonej, dla zrealizowania planu, ze strachu przed śmiercią lub dlatego, że nic innego nie przychodzi do głowy. Każdy powód na swój sposób uzasadniony. Najbliżej mi na razie do poglądu, że żyje się dla innych. Ale to grząski grunt, bo kiedyś może się okazać, że inni nie żyli dla nas, a wtedy dużo łatwiej o przezwyciężenie strachu przed śmiercią.

Dla siebie? Chyba nie da się żyć dla siebie bez uwzględnienia pozostałych ludzi. Przecież własne samolubstwo i osiągnięty w nim sukces trzeba do czegoś odnosić - najłatwiej do samolubstwa i zapatrzenia w siebie innych. Jeżeli wypadamy korzystnie w tym zestawieniu, super, zrealizowaliśmy się. A teraz pora do piachu. Na pewno będą nas mile wspominać.

Co do Boga, już kilka razy się wypowiadałem na ten temat. Nadmienię tylko, że cała sprawa istnienia Boga lub jego nieistnienia i tematy pokrewne są moim zdaniem niepotrzebnie wyolbrzymione. Może dziwne to nawiązanie, ale podobnie jest z piciem lub niepiciem alkoholu. Niektórzy przywiązują do tego dużą wagę albo przynajmniej ich zachowanie to sugeruje. Dla mnie to niedorzeczne, żeby kogoś oceniać w szerszym kontekście ze względu na te dwa czynniki. Dlaczego kierować się właśnie nimi przy patrzeniu na człowieka? Nie mówię, że to jedyne względy, ani nawet najważniejsze, ale i tak zajmują zdecydowanie za wysoką pozycję w hierarchii klasyfikowania ludzi. Właściwe to dla obecnych czasów, ale wszystko się zmienia.

Pozostały: realizacja zamierzeń albo brak innych pomysłów. Nazwanie celu i dążenie do jego zrealizowania, to szlachetne. Potrzebna tylko świadomość, że w momentach decydujących o spełnieniu lub porażce, trzeba wyzbyć się wszystkich innych zobowiązań i iść konsekwentnie obraną ścieżką. Ale do tego trzeba mieć pełne przekonanie o słuszności podjętej dawniej decyzji. Przeszkody można mnożyć, ale przecież czekają na nas wszędzie. Bez przeszkód chyba już naprawdę należałoby żyć tylko ze względu na brak innych pomysłów.

Thom Yorke śpiewa:

I'm not living
I'm just killing time


Może nie należy tych czynności sobie przeciwstawiać? Może życie to zabijanie czasu? Wybieramy (i to nie zawsze) jedynie, w jaki sposób. Powyższe słowa pojawiają się oczywiście w utworze o miłości. Miłość dobra rzecz, przynosi krztynę radości (i kilka razy więcej bólu), pytania o sens życia tłumi. Podnosi pytania inne, z pozoru znacznie prostsze, ale irytujące, bo o odpowiedzi w tym wypadku znacznie trudniej. Może na uspokojenie wystarczy zatem dobre pytanie:

Life is sad
Life is a bust

All ya can do is do what you must

You do what you must do and ya do it well

I’ll do it for you, honey baby

Can’t you tell?

Bob Dylan - Buckets of Rain

niedziela, 18 kwietnia 2010

piątek, 16 kwietnia 2010

Pilch Jerzy

Nie lubiłem gościa. Nie pamiętam dlaczego, ale wystarczyło samo przekonanie, żeby omijać wszystko, co wyszło spod jego pióra (bo raczej nie klawiatury?).

Od nowego roku zaczął prowadzić dziennik na łamach Przekroju. Ze względu na sprzyjającą lokalizację (ostatnia strona) dałem mu szansę. I powoli się do niego przekonuję. Widocznie wyzbył się w twórczości elementu, który niegdyś zwykł mnie drażnić. A może ten niuans nadal istnieje, tylko już mi nie przeszkadza? Piszę „niuans”, bo nie wierzę, że to mogło być coś poważnego. Albo on się zmienił albo ja. Możliwe, że w nas obu dokonała się jakaś przemiana. Nieważne. Czytam, co napisał. I to bez przymusu. Wprawdzie na jakąś książkę czy inną rozległą formę nie nabrałem na razie apetytu, ale kto wie.

Nasze relacje pozwalają mi póki co na zacytowanie jego najświeższych, bo kończących bieżącą odsłonę dziennika słów. Dla zachowania porządku i u mnie pojawią się na dole:

Temu, co bezbrzeżnie wielbi, wszelkie próby nazwania własnej bezbrzeżności muszą się zdawać nędznymi napomknieniami, a nawet mniej jeszcze: Jak się przymierzasz do nieskończoności - zawsze wychodzi zero.

czwartek, 15 kwietnia 2010

On the Way Home

To były ważne dni. Jak ważne, pokażą kolejne dni.

środa, 14 kwietnia 2010

O religii

Co wystarczy zadeklarować, żeby zamknąć sobie drogę do zwycięstwa w wyborach prezydenckich? Ateizm. Być może w niektórych krajach pozostałby cień szansy (np. Francja i Czechy), ale w innych byłoby to wykluczone. Czy kiedyś będzie możliwe? Nie wiem, ale ciężko sobie to wyobrazić.

Religia jest potrzebna zbyt wielu ludziom. Z różnych względów - czasami osobistych, czasami społecznych, czasami finansowych. Potrzeba uporządkowania świata leży w naturze ludzkiej. Religia znakomicie obrazuje, nie komplikuje spraw (dobro - zło, białe - czarne) i przedstawia gotowe recepty.

Ale wystarczy posłuchać przedstawicieli różnych religii, którzy wzajemnie sobie zaprzeczają i oskarżają się. Tak, w filmach dokumentalnych często przytacza się opinie ekstremistów, którzy równie często spotykają się z niechęcią wyznawców z tego samego kręgu. Ale czy to nie ci ekstremiści są właśnie najbardziej konsekwentni w tłumaczeniu i postępowaniu według zasad zawartych w świętych księgach? Może to ci bardziej tolerancyjni naginają reguły, aby równocześnie trzymać się swojej wiary i być w porządku wobec innych?

Mówi się o ludziach, którzy poświęcili swoje życie bogu. Pewnie są i tacy. Ale podejrzewam, że znaczny odsetek bardziej martwi się o siebie. Za postępowanie według zasad wszakże coś im obiecano. Czy najliczniej wyznawana religia nie nosi przypadkiem nazwy PRAGMATYZM?


Do obejrzenia:

  • Wywiad Szymona Hołowni z Wojciechem Cejrowskim. Ten sam Bóg, ten sam Kościół.



Czas trwania: około 25 minut

  • Film dokumentalny poświęcony religiom Źródło wszelkiego zła?. Tytuł filmu narzuciła brytyjska stacja telewizyjna. Sam autor uważa, że idea istnienia „źródła wszelkiego zła” jest absurdalna. Swoją książkę rozszerzającą tezy zawarte w filmie zatytułował: Bóg urojony.



Czas trwania: około 95 minut

sobota, 10 kwietnia 2010

czwartek, 8 kwietnia 2010

Materiał szkoleniowy

Jeżeli kiedyś będę chciał być sprawozdawcą sportowym, to już wiem, od kogo się uczyć.

środa, 7 kwietnia 2010

New Morning

Nowy poranek, nowy dzień, a ja jestem nowym człowiekiem. Nie wiem jeszcze, jaki to człowiek. Czy jest inny od poprzedniego mnie? Lepszy czy gorszy? Trzymając się filozoficznej konwencji, nie odpowiem na te pytania. Możliwe, że dlatego, bo nie wiem. Patrzę teraz na świat z daleka. Na razie przyniosło to spokój, pewność siebie i jeszcze większy optymizm niż zwykle. Wiem, że to się zmieni. Nie wiem kiedy, ale może już jutro? Wtedy będę już innym człowiekiem. Nowym? Na pewno nie starym.

Chwała ludziom, którzy idą tam, gdzie chcą. Chwała im, bo przyznają się, że czasem nie wiedzą gdzie iść.

piątek, 26 marca 2010

Oczami Tomka Lipińskiego

Parę myśli Tomka Lipińskiego z wywiadu opublikowanego w Przekroju (nr z 23 marca 2010), do których może będę chciał lub potrzebował wrócić:

  • W muzyce wydarzyła się pozorna rewolucja: bardzo łatwo jest zrobić muzykę w domu, na komputerze. I można sobie było pomyśleć, że nagle pojawi się wiele genialnej muzyki. Ato oczywiście bzdura, bo geniuszów jest zawsze tyle samo.

  • Wszyscy hałasują, wszyscy robią zdjęcia, słychać te miliony pstrykających migawek elektronicznych. Jest mnóstwo klubów, tysiące DJ-ów, dziesiątki zespołów i oni wszyscy wydają jakieś dźwięki, więc tym trudniej jest usłyszeć „coś”. Nie słyszę.

  • Moja młodsza córka, bardzo utalentowana artystka w dziedzinie plastycznej, ma ogromny problem, bo czuje się strasznie osamotniona wśród równieśników. […] tłumaczę, że to tak musi być. To jest tak jak w społecznościach pierwotnych: szaman czy czarownik był tym „innym”, był „z grupy”, ale nie był „w grupie” i przez to stawał się pomostem między codziennością, która tę grupę pochłaniała, a czymś więcej. Był „obcy”. Prawdziwi artyści są takimi szamanami w dzisiejszym świecie, a jeśli nie, to nimi nie są.

  • A czy można iść naprzód, nie ryzykując? Własną karierę, styl życia, wygodę… Nie. A dziś nikt nie chce ryzykować, tymczasem to warunek niezbędny do tego, żeby iść naprzód w muzyce.

  • A ja im dłużej żyję, tym bardziej widzę, jak złudny - w takim szerszym wymiarze - jest ten tak zwany rozwój świata. Jasne się dla mnie staje, że jeżeli jest jakiś rozwój, postęp, to tylko wewnętrzny, że trzeba siebie odkrywać, bo tam jest zawsze najwięcej do odkrycia.

  • Wielu moich kolegów rzucało szkoły, Robert Brylewski rzucił liceum, ja studia. Wszyscy patrzyli na nas jak na wykolejeńców. I fakt, że po 30 latach okazuje się, że to wszystko miało sens, że nie byliśmy aż tacy głupi, jak próbowano nam wmówić, jest… […] Byliśmy nierozsądni i nam się udało.

środa, 24 marca 2010

Mój brat niedźwiedź

W badaniu naukowym i jednocześnie teście rozrywkowym Którym zwierzęciem sieciowym jesteś? na stronie BBC zostałem utożsamiony z niedźwiedziem:

Mogłem również zostać: słoniem, lisem, jeżem, lampartem, łosiem, ośmiornicą albo strusiem.

Myślę, że to, co zostało napisane wyżej jest dosyć trafną charakterystyką mojego zachowania w internecie. Zdziwiło mnie jedynie, że na podstawie gier, w których brałem udział, zaklasyfikowano mnie do wielozadaniowców. Może i przystosowałem się do takiego trybu pracy, ale szczerze go nienawidzę i od pewnego czasu próbuję wyplenić bez widocznych skutków.

wtorek, 23 marca 2010

Wiosno Cholerna!

Doszedłem do wniosku, że niekoniecznie lubię wiosnę. Napotykani ludzie wydają się szczęśliwi, a przynajmniej zadowoleni, co mnie wyraźnie przygnębia. Zdecydowanie wolę zimę, kiedy mogę się czuć panem świata patrząc na tych ponuraków.

Gdzieś usłyszałem, że wraz z nadejściem wiosny wzrasta liczba samobójstw. Ale do sprawy można podejść w sposób trojaki:

(1) wpakować sobie kulkę w łeb, a resztę pozostawić przeznaczeniu,
(2) wpakować komuś (komusiom) kulkę (kulki) w łeb i trafić do miejsca, gdzie wiosna nigdy nie wpada z wizytą,
(3) iść do lasu i przeczekać.

To jak?

wtorek, 16 marca 2010

Bogactwo (informacyjne v duchowe)

KIT 24 czyli Kreowanie Informacji Trywialnej.



I myśl luźno związana z filmem, ale która mocno utkwiła mi w pamięci:

Jesteśmy tym bogatsi, im więcej rzeczy zbędnych zdołamy odrzucić.

Jan Paweł II

poniedziałek, 15 marca 2010

Muza i muzyka

Kontynuuję dzisiaj poznawanie projektu SuperPower. Kolejnym jego elementem jest konkurs amatorskich filmów krótkometrażowych MyWorld. Odbiorcy strony BBC przesyłali prace pokazujące to, co ich porusza w codziennym życiu. Ogłoszenie zwycięzców w piątek, ale tak naprawdę każdy film, który dotąd obejrzałem zasługuje na wyróżnienie. Pomysłowe, ale też naturalne i poruszające. Wklejam dwa dziełka, które podejmują moją ulubioną tematykę. Reszta tutaj.

Muza:




Muzyka:

niedziela, 14 marca 2010

BBC = Będzie Bardzo Ciekawie

Obejrzałem niedawno pierwszy odcinek dokumentalnej serii BBC How Earth Made Us, a dzisiaj rozpocząłem swoją przygodę z innym wytworem brytyjskiego nadawcy. W ramach projektu SuperPower najpierw przeczytałem o eksperymencie przyłączenia nigeryjskiej wioski do internetu i odłączenia od sieci dwóch rodzin z Korei Południowej. Na dokładkę obejrzałem premierowy epizod dokumentu The Virtual Revolution. Upłynęło mi na tym parę godzin, ale nie żałuję.

Od jakiegoś czasu jestem nastawiony bardzo niechętnie do mediów. Ale im bardziej na nie narzekam, tym bardziej cenię wyznawane i konsekwentnie wdrażane w życie przez BBC wartości. Patrząc z zewnątrz, ta organizacja mnie zachwyca. Oczywiście nie jest idealna, ale imponuje mi, w jaki sposób do osiągnięcia stanu choćby zbliżonego do doskonałości dążą ludzie, którzy w niej pracują. Jeżeli kiedyś będę działał w tym światku, to wiem, do czego się odnosić, na czym wzorować.

Wracając do filmów - fascynujące i inspirujące. Pokazują ludzką twarz nauki. Nie tylko informują, ale pobudzają do myślenia. Są wspaniałą przygodą. How Earth Made Us mówi o wpływie przyrody na człowieka, a nie na odwrót, z czym ostatnio chyba łatwiej się spotkać. The Virtual Revolution to opowieść o 20 latach internetu, rozpoczynająca się od pytania: „czy sieć czyni nas równymi?". Różne opinie można poznać oglądając film, a ja tylko skorzystam z możliwości, którą daje mi komputerowa pajęczyna i go serdecznie zarekomenduję. Do znalezienia w… internecie.

Wprowadzenie do serii prezentowanej przez (kolejny powód do obejrzenia :)) dr Aleks Krotoski:

niedziela, 7 marca 2010

Remi świętuje

Jeśli ktoś zapyta mnie kiedyś, co chcę robić w życiu, to pokażę mu ten film:

wtorek, 2 marca 2010

Wiara według Pascala

Jeśli wierzy się w Boga, podczas gdy w rzeczywistości On nie istnieje, to ma się do stracenia tylko pewne ziemskie przyjemności, z których się rezygnuje na rzecz wiary. Jeśli jednak nie wierzy się w Boga, który istnieje, ceną jest wieczne potępienie i cierpienie. Dlatego, twierdził Pascal, choćby prawdopodobieństwo istnienia Boga było minimalne, konsekwencje każdej z tych postaw każą uznać wiarę w Boga za w pełni racjonalną. Liczą się konsekwencje działań, a nie same działania.

Gerg Gigerenzer o założeniach Blaise'a Pascala
w książce Intuicja. Inteligencja nieświadomości

A ja zawsze intuicyjnie (sic!) czułem, że wiara stoi obok rozumu, a czasami wręcz w opozycji do niego. Czy opisaną wyżej postawę można nazwać „wiarą”? Najważniejszego miejsca nie zajmuje miłość do Boga, tylko strach przed konsekwencjami. Jak dla mnie, to taki asekuracyjny ateizm. Serce nie wierzy, ale rozum nakazuje to wziąć pod uwagę. W przeciwieństwie do uporczywej wiary, trwającej mimo negujących ją racjonalnych dowodów. Zimny pragmatyzm. Naprawdę cię nie lubię, ale spróbuję to ukryć, bo może kiedyś będę czegoś od ciebie chciał. Jeżeli już wierzę, to nie może być wiara pochodzącą z kalkulacji, bo Bóg (rozumiany przecież jako istota wszechwiedząca) będzie potrafił ten fałsz rozpoznać i odrzucić. Poza tym, ryzyk fizyk: przy braku wiary przynajmniej ziemskie przyjemności są zagwarantowane. Wierząc (cały czas z racjonalnego punktu widzenia) można przegrać dwa razy.

Taki racjonalizm, to nie na mój rozum. Panie Pascal, może lepiej Panu wychodzi to gotowanie?

środa, 17 lutego 2010

Wiosno Kochana!

Wiosna jest blisko. I to już nie tylko w mojej głowie. Wiosnę czułem od momentu nadejścia zimy, nawet w 25-stopniowym mrozie, chociaż nie wskazywały na to drgające kończyny. A za chwilę każdy będzie mógł cieszyć się wiosną bez wysiłku psychicznego.

O wiośnie

Książkowo:

Ale najbardziej z pór roku wyróżnia się wiosna. Traktujemy ją szczególnie. Jest dla nas nie tylko porą roku. Ją najłatwiej nam uosabiać, widzimy ją naiwnie lub boticellowsko jako piękną dziewczynę. Czasem - królewnę. Na nią czekamy. Do niej tęsknimy. Z nią wiążemy nadzieje.

Jerzy Bralczyk, Świat przez słowa, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009

Muzycznie:


niedziela, 7 lutego 2010

niedziela, 31 stycznia 2010

MPK w świecie idealnym


Punktualnie, bez tłoku, bez korków.

Szkoda tylko, że trzeba przejechać się autobusem o 05:50 w niedzielę, żeby poznać lubelskie MPK z lepszej strony.

I'll Be Your Mirror

Słuchałem tego utworu wiele razy i pewnie podobał mi się od samego początku. Ale dzisiaj uderzył jak grom z jasnego nieba.

Lata sześćdziesiąte w muzyce, czyli naturalne brzmienie i proste, poruszające teksty.
Lata sześćdziesiąte, czyli utwory dwuminutowe, które wpadają do głowy i nie chcą wyjść.



I'll be your mirror
Reflect what you are, in case you don't know
I'll be the wind, the rain and the sunset
The light on your door to show that you're home

When you think the night has seen your mind
That inside you're twisted and unkind
Let me stand to show that you are blind
Please put down your hands
'Cause I see you

I find it hard to believe you don't know
The beauty you are
But if you don't let me be your eyes
A hand in your darkness, so you won't be afraid

When you think the night has seen your mind
That inside you're twisted and unkind
Let me stand to show that you are blind
Please put down your hands
'Cause I see you

I'll be your mirror
(reflect what you are)

środa, 27 stycznia 2010

The Limits of Control

Potrzebowałem czegoś takiego.

Tego filmu się nie ogląda. Tak samo nie powinno się o nim pisać.

Pozostawię tylko myśl, która przyszła do mnie niedawno. Na chwilę odeszła, ale powróciła w trakcie seansu.

Można być szczęśliwym w każdej sytuacji. Trzeba tylko umieć o niej myśleć albo o niej nie myśleć.

czwartek, 21 stycznia 2010

Niedoskonałość

Ludzi lubimy za zalety, kochamy mimo ich wad.

Spotkałem się z taką myślą. I chyba się nie zgadzam. Bo wydaje mi się, że ludzi kocham właśnie za ich niedoskonałość. Nie za konkretne skazy (te zazwyczaj drażnią). Po prostu za to, że nie są idealni. O ile piękniejszy i bardziej znaczący jest każdy życzliwy gest kogoś, kto wcale nie musi go czynić.

niedziela, 17 stycznia 2010

Wsparcie

Jakiś czas temu zacząłem pisać post, którego nie skończyłem.

Zaczynał się tak:
Odwiedzam od czasu do czasu centrum handlowe. Nie ma chyba miejsca, które bardziej mnie przytłacza. Nie muszę wchodzić nawet do sklepów. Wystarczy, że przejdę pasażem i dostaję zawrotu głowy. Widzę ogrom towarów, tysiące ludzi i czuję, że nie jestem w stanie tego ogarnąć, tracę kontrolę. Wiem, że nie jestem w tym uczuciu osamotniony.

Dzisiaj przeczytałem wywiad z Terrym Gilliamem w Przekroju.

W pewnym momencie mówi:
Nienawidzę rutynowych zakupów. Ciuchy kupuję dopiero wtedy, gdy te, które noszę, są już zupełnie zniszczone. W sklepach jest dziś po prostu zbyt dużo rzeczy, jest zbyt duży wybór. Ten przepych doprowadza do szaleństwa.

No to jeśli jest nas już dwóch, mogę o tym napisać.

środa, 13 stycznia 2010

Bez komentarza

Dawno temu straciłem do siebie resztkę szacunku, ale dzisiaj naplułem sobie prosto w twarz, upadłem na nią, trafiając przy okazji ręką do nocnika.

niedziela, 10 stycznia 2010

Walka

Właśnie do mnie doszło, jak wiele przywilejów, których nie zauważam daje życie. Po prostu się do nich przyzwyczaiłem, bo są od początku i na zawsze. Jednym z nich jest możliwość walki. Cokolwiek by się nie działo, o coś lub o kogoś można walczyć. Nikt tego nie zabroni. Ktoś może spróbować osłabić w nas wolę walki, ale to my decydujemy, czy podjąć rękawicę. Nawet z najgorszej sytuacji możemy się wykaraskać, jeżeli znajdziemy w sobie wewnętrzną siłę. Niby nic, ale ile otwiera furtek.

Sacrum i profanum

7 słów

I wasn't born to lose you.
Bob Dylan - I Want You

Te słowa wystarczą mi, żeby nazwać tego człowieka geniuszem. Mogę to powtórzyć o każdej porze dnia i nocy.

Więcej niż 1000 słów

środa, 6 stycznia 2010

Wieczór

Wieczór to moja ulubiona pora dnia. Zawsze kojarzy mi się pozytywnie. Kiedy jestem zmęczony, wiem, że wkrótce czeka mnie odpoczynek. Jeśli dzień był udany, mogę się rozkoszować jego zakończeniem, dopóki nie zasnę szczęśliwy. Gdy coś poszło nie po mojej myśli, zawszę mogę marzyć, że jutro będzie lepiej. Najczęściej marzę.

Słowa

Words are all we have, really. We have thoughts but thoughts are fluid. Then we assign a word to a thought and we're stuck with that word for that thought, so be careful with words. I like to think that the same words that hurt can heal, it is a matter of how you pick them.

George Carlin
w monologu Seven Words You Can Never Say on Television

Ignorancjo, pozwól żyć

Jak ja nie lubię czytać. Kiedy czytam, dowiaduję się zawsze czegoś, co chcę sprawdzić. Kiedy to sprawdzam, okazuje się, że interesują mnie trzy inne zagadnienia do sprawdzenia. Każde kolejne sprawdzenie pogarsza sytuację. Aż wreszcie sprawdzam zegar i się okazuje, że trzeba iść spać.

Nick Drake

Artysta, którego poznałem kilka tygodni temu. Niezwykły. Żył krótko, ale zdążył pozostawić po sobie trzy płyty. Pierwszą z nich (Five Leaves Left) wciąż się zachwycam i pewnie szybko nie przestanę. Poetyckie teksty łączące opisy natury z ludzkimi emocjami. I ten kojący głos. Ach! Kiedy słucham Nicka, nawet tkwiący we mnie cynizm płacze.

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Poniedziałek

Miałem tutaj dzisiaj napisać dziesiątki rzeczy. Jeden wielki chaos. Tymczasem będzie krótko:

Dobranoc.

sobota, 2 stycznia 2010

Oda do twórczości

Ustęp zatytułowany Twórcze źródła z artykułu Kto myśli za ludzkość autorstwa Krzysztofa Kłopotowskiego we Wprost 44/2009 (1397):

Geniusz jest ziarnem rzuconym przez los. Nie może paść na mentalny ugór, ponieważ nie wzrośnie. Genialne dzieła pojawiają się w szczególnych warunkach, które skłaniają twórców do morderczej pracy umysłu i dają im samodzielność. Sztuki i nauki kwitną, kiedy najbardziej utalentowani ludzie wierzą, że życie ma cel, zaś funkcję życia stanowi spełnienie tego celu. Trzeba więc prowadzić życie zdyscyplinowane, a cała kultura powinna do tego zachęcać, aby skupiać wysiłki na zadaniach.

Talenty się rozwijają, kiedy ludzie najgłębiej przejmują się swoim miejscem w kosmosie i są najmocniej przekonani o tym, że takie miejsce mają. Musimy otworzyć się na nieskończoność pod postacią Boga lub wszechświata, bo to wyzwala umysł z doraźnych ograniczeń.

Ludzie są najbardziej twórczy, kiedy mogą działać na własny rachunek jako samodzielne jednostki. To zrozumiałe: trzeba wyjść przed stado, żeby zobaczyć więcej. Dlatego Zachód pełen indywidualistów jest bardziej twórczy od Wschodu, gdzie ideałem jest konsensus i harmonia społeczna. Wielkiej kulturze sprzyja też wielość rozmaitych teorii, stylów i technik, duchowe bogactwo kultury. Im więcej różnych narzędzi w warsztacie umysłu, tym lepsza produkcja. A wreszcie, kultura i nauka rozkwitają, kiedy twórcy mają wyraźną wizję ideałów prawdy, piękna i dobra. To są rzeczy, których pragniemy najbardziej. Niestety, postmodernizm stara się je ośmieszyć jako nasze złudzenia.

Wracam do tych słów po 2 miesiącach od publikacji i pewnie wracał będę jeszcze wielokrotnie.

A żeby pomóc otworzyć się na nieskończoność:

Kontekst

Kontekst jest wszystkim.

Już nie pamiętam, kiedy mi wpadło to zdanie do głowy, ale czuję, że jest jeszcze prawdziwsze niż potwierdzenia znalezione na nie w praktyce.