poniedziałek, 3 maja 2010

Homoseksualizm, ignorancja i inne dewiacje

Popularne jest przekonanie, że homoseksualizm jest dewiacją, choć już dawno za taką nie uważają go ani psycholodzy, ani lekarze, a Światowa Organizacja Zdrowia wykreśliła go z listy chorób w 1990 roku.

Fragment artykułu Polska tylko dla hetero
w Przekroju (17/2010)

Kilka miesięcy temu miałem okazję zweryfikować prawdziwość tego twierdzenia. Wśród ludzi, którzy są na drodze do uzyskania wykształcenia wyższego. Część z nich toleruje homoseksualizm, część jest przeciwna. Ale wszyscy zgodnie próbowali mi wmówić, że homoseksualizm to choroba. Odpowiedziałem, że nie. Pod naporem i niepewny co do „oficjalnej klasyfikacji”, podniosłem inny argument.

Czy jeżeli jakaś organizacja (choćby cieszyła się wielkim autorytetem) twierdzi, że jest tak albo inaczej (a może mieć ku temu setki powodów), to należy przyjmować to do wiadomości i włączać bezkrytycznie w strukturę swoich przekonań? Na nikogo to nie podziałało. „Należy ufać specjalistom” i inne argumenty, wśród nich najbardziej przekonujący - argument przewagi liczebnej, zwyciężyły.

To co? Zgadzamy się już, że homoseksualizm nie jest chorobą czy Światowa Organizacja Zdrowia może się mylić i należy podchodzić do jej stanowiska krytycznie?

PS Informacje zawarte w powyższym wycinku zdobyłem kilka godzin po dyskusji, ale artykuł mi o zagadnieniu przypomniał i zmobilizował do napisania notki.

PS2 Do homoseksualistów nic nie mam. No, chyba że są Żydami. Wtedy zwrócę się z prośbą o poradę do Radia Maryja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz