Jakiś czas temu zacząłem pisać post, którego nie skończyłem.
Zaczynał się tak:
Dzisiaj przeczytałem wywiad z Terrym Gilliamem w Przekroju.
W pewnym momencie mówi:
No to jeśli jest nas już dwóch, mogę o tym napisać.
Zaczynał się tak:
Odwiedzam od czasu do czasu centrum handlowe. Nie ma chyba miejsca, które bardziej mnie przytłacza. Nie muszę wchodzić nawet do sklepów. Wystarczy, że przejdę pasażem i dostaję zawrotu głowy. Widzę ogrom towarów, tysiące ludzi i czuję, że nie jestem w stanie tego ogarnąć, tracę kontrolę. Wiem, że nie jestem w tym uczuciu osamotniony.
Dzisiaj przeczytałem wywiad z Terrym Gilliamem w Przekroju.
W pewnym momencie mówi:
Nienawidzę rutynowych zakupów. Ciuchy kupuję dopiero wtedy, gdy te, które noszę, są już zupełnie zniszczone. W sklepach jest dziś po prostu zbyt dużo rzeczy, jest zbyt duży wybór. Ten przepych doprowadza do szaleństwa.
No to jeśli jest nas już dwóch, mogę o tym napisać.
Na szczeście ja mam wręcz odwrotnie.
OdpowiedzUsuńMoja choroba to "zakupoholizm". Swoją drogą większe problemy, np. nanorurki ;D.