piątek, 28 maja 2010

Jaki?

Pusty
jak wymuszona refleksja

Zmęczony
grą według nieznanych zasad

Zamknięty
w próżni alternatyw

Oszukany
przez przeznaczenie

Uzależniony
od nieodgadnionej

Spętany
nicią nadziei

Niezrozumiany
przez siebie

piątek, 21 maja 2010

Sam na świecie

Zainspirowane utworem You're Gonna Make Me Lonesome When You Go Boba Dylana.


Sam na świecie

Słyszę Ciebie w ciszy, w śpiewie
Widzę w blasku słońca i w ulewie
Czuję na skórze w zimie, w lecie
Kiedy pójdziesz, będę sam na świecie.

Patrzę w lewo, w prawo i przed siebie
Widzę Ciebie za mną i na niebie
Chowasz się za drzewem, w każdym kwiecie
Kiedy pójdziesz, będę sam na świecie.

Unikam znaków i symboli
Odnajduję je wbrew woli
Twoje imię w głowach ludzi i w gazecie.
Kiedy pójdziesz, będę sam na świecie.

Dotyk Twój w ciepłym świetle, chłodnym wietrze
W środku lasu, w ciasnym metrze
W każdym stworzeniu, w żadnej kobiecie
Kiedy pójdziesz, będę sam na świecie.

Ludzie mówią: „szczęście cię otacza zewsząd,
Czy w głębinach, w powietrzu, czy to suchy ląd”
Odpowiadam wtedy: „nic nie wiecie”
Właśnie Ciebie brakuje mi na świecie.

poniedziałek, 17 maja 2010

Tangled Up in Blue

Ostatnio bez aktualizacji. Nie dlatego, że się nie dzieje. Dzieje się dużo. Ale coś od siebie napiszę może innym razem. Nie czas, nie miejsce. Od kilku tygodni czuję niesamowitą więź z piosenką. Utwór, który w jakiś magiczny sposób wyraża mój stan wewnętrzny. I wystarczy.


Bob Dylan - Tangled Up in Blue

Early one mornin’ the sun was shinin’
I was layin’ in bed
Wond’rin’ if she’d changed at all
If her hair was still red
Her folks they said our lives together
Sure was gonna be rough
They never did like Mama’s homemade dress
Papa’s bankbook wasn’t big enough
And I was standin’ on the side of the road
Rain fallin’ on my shoes
Heading out for the East Coast
Lord knows I’ve paid some dues gettin’ through
Tangled up in blue

She was married when we first met
Soon to be divorced
I helped her out of a jam, I guess
But I used a little too much force
We drove that car as far as we could
Abandoned it out West
Split up on a dark sad night
Both agreeing it was best
She turned around to look at me
As I was walkin’ away
I heard her say over my shoulder
“We’ll meet again someday on the avenue”
Tangled up in blue

I had a job in the great north woods
Working as a cook for a spell
But I never did like it all that much
And one day the ax just fell
So I drifted down to New Orleans
Where I happened to be employed
Workin’ for a while on a fishin’ boat
Right outside of Delacroix
But all the while I was alone
The past was close behind
I seen a lot of women
But she never escaped my mind, and I just grew
Tangled up in blue

She was workin’ in a topless place
And I stopped in for a beer
I just kept lookin’ at the side of her face
In the spotlight so clear
And later on as the crowd thinned out
I’s just about to do the same
She was standing there in back of my chair
Said to me, “Don’t I know your name?”
I muttered somethin’ underneath my breath
She studied the lines on my face
I must admit I felt a little uneasy
When she bent down to tie the laces of my shoe
Tangled up in blue

She lit a burner on the stove
And offered me a pipe
“I thought you’d never say hello,” she said
“You look like the silent type”
Then she opened up a book of poems
And handed it to me
Written by an Italian poet
From the thirteenth century
And every one of them words rang true
And glowed like burnin’ coal
Pourin’ off of every page
Like it was written in my soul from me to you
Tangled up in blue

I lived with them on Montague Street
In a basement down the stairs
There was music in the cafés at night
And revolution in the air
Then he started into dealing with slaves
And something inside of him died
She had to sell everything she owned
And froze up inside
And when finally the bottom fell out
I became withdrawn
The only thing I knew how to do
Was to keep on keepin’ on like a bird that flew
Tangled up in blue

So now I’m goin’ back again
I got to get to her somehow
All the people we used to know
They’re an illusion to me now
Some are mathematicians
Some are carpenters’ wives
Don’t know how it all got started
I don’t know what they’re doin’ with their lives
But me, I’m still on the road
Headin’ for another joint
We always did feel the same
We just saw it from a different point of view
Tangled up in blue

poniedziałek, 3 maja 2010

Homoseksualizm, ignorancja i inne dewiacje

Popularne jest przekonanie, że homoseksualizm jest dewiacją, choć już dawno za taką nie uważają go ani psycholodzy, ani lekarze, a Światowa Organizacja Zdrowia wykreśliła go z listy chorób w 1990 roku.

Fragment artykułu Polska tylko dla hetero
w Przekroju (17/2010)

Kilka miesięcy temu miałem okazję zweryfikować prawdziwość tego twierdzenia. Wśród ludzi, którzy są na drodze do uzyskania wykształcenia wyższego. Część z nich toleruje homoseksualizm, część jest przeciwna. Ale wszyscy zgodnie próbowali mi wmówić, że homoseksualizm to choroba. Odpowiedziałem, że nie. Pod naporem i niepewny co do „oficjalnej klasyfikacji”, podniosłem inny argument.

Czy jeżeli jakaś organizacja (choćby cieszyła się wielkim autorytetem) twierdzi, że jest tak albo inaczej (a może mieć ku temu setki powodów), to należy przyjmować to do wiadomości i włączać bezkrytycznie w strukturę swoich przekonań? Na nikogo to nie podziałało. „Należy ufać specjalistom” i inne argumenty, wśród nich najbardziej przekonujący - argument przewagi liczebnej, zwyciężyły.

To co? Zgadzamy się już, że homoseksualizm nie jest chorobą czy Światowa Organizacja Zdrowia może się mylić i należy podchodzić do jej stanowiska krytycznie?

PS Informacje zawarte w powyższym wycinku zdobyłem kilka godzin po dyskusji, ale artykuł mi o zagadnieniu przypomniał i zmobilizował do napisania notki.

PS2 Do homoseksualistów nic nie mam. No, chyba że są Żydami. Wtedy zwrócę się z prośbą o poradę do Radia Maryja.