sobota, 24 kwietnia 2010

Czymże jest filozofia wobec wieczności?

Jest czas w życiu dziecka, kiedy zadaje wiele pytań. Nie pamiętam, czy byłem dzieckiem, które miało dużo wątpliwości. Pamiętam jednak, że zadałem kiedyś takie pytanie: Mamo, po co się żyje? Nie wiem, czy inne dzieci w wieku 4-5-6 lat miały podobną potrzebę wiedzy. Wiem, że minęło kilkanaście lat i nadal nie znalazłem satysfakcjonującej odpowiedzi i nadal to pytanie zadaję (najczęściej sobie).

To nie tak, że nic mi nie przychodzi do głowy. Mam kilka koncepcji, ale żadna z nich nie góruje na razie nad pozostałymi tak wyraźnie, żeby uznać ją za obowiązującą. Filozofowie potrafią całe życie rozważać tę i podobne kwestie. Wydaje mi się, że też mam taką inklinację, chociaż za filozofa nigdy się nie uważałem i nadal nie uważam. Można wprawdzie żyć bez odpowiadania, ale to cholernie drażniące. W takim razie: po co?

Można: dla siebie, dla innych, dla istoty nadprzyrodzonej, dla zrealizowania planu, ze strachu przed śmiercią lub dlatego, że nic innego nie przychodzi do głowy. Każdy powód na swój sposób uzasadniony. Najbliżej mi na razie do poglądu, że żyje się dla innych. Ale to grząski grunt, bo kiedyś może się okazać, że inni nie żyli dla nas, a wtedy dużo łatwiej o przezwyciężenie strachu przed śmiercią.

Dla siebie? Chyba nie da się żyć dla siebie bez uwzględnienia pozostałych ludzi. Przecież własne samolubstwo i osiągnięty w nim sukces trzeba do czegoś odnosić - najłatwiej do samolubstwa i zapatrzenia w siebie innych. Jeżeli wypadamy korzystnie w tym zestawieniu, super, zrealizowaliśmy się. A teraz pora do piachu. Na pewno będą nas mile wspominać.

Co do Boga, już kilka razy się wypowiadałem na ten temat. Nadmienię tylko, że cała sprawa istnienia Boga lub jego nieistnienia i tematy pokrewne są moim zdaniem niepotrzebnie wyolbrzymione. Może dziwne to nawiązanie, ale podobnie jest z piciem lub niepiciem alkoholu. Niektórzy przywiązują do tego dużą wagę albo przynajmniej ich zachowanie to sugeruje. Dla mnie to niedorzeczne, żeby kogoś oceniać w szerszym kontekście ze względu na te dwa czynniki. Dlaczego kierować się właśnie nimi przy patrzeniu na człowieka? Nie mówię, że to jedyne względy, ani nawet najważniejsze, ale i tak zajmują zdecydowanie za wysoką pozycję w hierarchii klasyfikowania ludzi. Właściwe to dla obecnych czasów, ale wszystko się zmienia.

Pozostały: realizacja zamierzeń albo brak innych pomysłów. Nazwanie celu i dążenie do jego zrealizowania, to szlachetne. Potrzebna tylko świadomość, że w momentach decydujących o spełnieniu lub porażce, trzeba wyzbyć się wszystkich innych zobowiązań i iść konsekwentnie obraną ścieżką. Ale do tego trzeba mieć pełne przekonanie o słuszności podjętej dawniej decyzji. Przeszkody można mnożyć, ale przecież czekają na nas wszędzie. Bez przeszkód chyba już naprawdę należałoby żyć tylko ze względu na brak innych pomysłów.

Thom Yorke śpiewa:

I'm not living
I'm just killing time


Może nie należy tych czynności sobie przeciwstawiać? Może życie to zabijanie czasu? Wybieramy (i to nie zawsze) jedynie, w jaki sposób. Powyższe słowa pojawiają się oczywiście w utworze o miłości. Miłość dobra rzecz, przynosi krztynę radości (i kilka razy więcej bólu), pytania o sens życia tłumi. Podnosi pytania inne, z pozoru znacznie prostsze, ale irytujące, bo o odpowiedzi w tym wypadku znacznie trudniej. Może na uspokojenie wystarczy zatem dobre pytanie:

Life is sad
Life is a bust

All ya can do is do what you must

You do what you must do and ya do it well

I’ll do it for you, honey baby

Can’t you tell?

Bob Dylan - Buckets of Rain

niedziela, 18 kwietnia 2010

piątek, 16 kwietnia 2010

Pilch Jerzy

Nie lubiłem gościa. Nie pamiętam dlaczego, ale wystarczyło samo przekonanie, żeby omijać wszystko, co wyszło spod jego pióra (bo raczej nie klawiatury?).

Od nowego roku zaczął prowadzić dziennik na łamach Przekroju. Ze względu na sprzyjającą lokalizację (ostatnia strona) dałem mu szansę. I powoli się do niego przekonuję. Widocznie wyzbył się w twórczości elementu, który niegdyś zwykł mnie drażnić. A może ten niuans nadal istnieje, tylko już mi nie przeszkadza? Piszę „niuans”, bo nie wierzę, że to mogło być coś poważnego. Albo on się zmienił albo ja. Możliwe, że w nas obu dokonała się jakaś przemiana. Nieważne. Czytam, co napisał. I to bez przymusu. Wprawdzie na jakąś książkę czy inną rozległą formę nie nabrałem na razie apetytu, ale kto wie.

Nasze relacje pozwalają mi póki co na zacytowanie jego najświeższych, bo kończących bieżącą odsłonę dziennika słów. Dla zachowania porządku i u mnie pojawią się na dole:

Temu, co bezbrzeżnie wielbi, wszelkie próby nazwania własnej bezbrzeżności muszą się zdawać nędznymi napomknieniami, a nawet mniej jeszcze: Jak się przymierzasz do nieskończoności - zawsze wychodzi zero.

czwartek, 15 kwietnia 2010

On the Way Home

To były ważne dni. Jak ważne, pokażą kolejne dni.

środa, 14 kwietnia 2010

O religii

Co wystarczy zadeklarować, żeby zamknąć sobie drogę do zwycięstwa w wyborach prezydenckich? Ateizm. Być może w niektórych krajach pozostałby cień szansy (np. Francja i Czechy), ale w innych byłoby to wykluczone. Czy kiedyś będzie możliwe? Nie wiem, ale ciężko sobie to wyobrazić.

Religia jest potrzebna zbyt wielu ludziom. Z różnych względów - czasami osobistych, czasami społecznych, czasami finansowych. Potrzeba uporządkowania świata leży w naturze ludzkiej. Religia znakomicie obrazuje, nie komplikuje spraw (dobro - zło, białe - czarne) i przedstawia gotowe recepty.

Ale wystarczy posłuchać przedstawicieli różnych religii, którzy wzajemnie sobie zaprzeczają i oskarżają się. Tak, w filmach dokumentalnych często przytacza się opinie ekstremistów, którzy równie często spotykają się z niechęcią wyznawców z tego samego kręgu. Ale czy to nie ci ekstremiści są właśnie najbardziej konsekwentni w tłumaczeniu i postępowaniu według zasad zawartych w świętych księgach? Może to ci bardziej tolerancyjni naginają reguły, aby równocześnie trzymać się swojej wiary i być w porządku wobec innych?

Mówi się o ludziach, którzy poświęcili swoje życie bogu. Pewnie są i tacy. Ale podejrzewam, że znaczny odsetek bardziej martwi się o siebie. Za postępowanie według zasad wszakże coś im obiecano. Czy najliczniej wyznawana religia nie nosi przypadkiem nazwy PRAGMATYZM?


Do obejrzenia:

  • Wywiad Szymona Hołowni z Wojciechem Cejrowskim. Ten sam Bóg, ten sam Kościół.



Czas trwania: około 25 minut

  • Film dokumentalny poświęcony religiom Źródło wszelkiego zła?. Tytuł filmu narzuciła brytyjska stacja telewizyjna. Sam autor uważa, że idea istnienia „źródła wszelkiego zła” jest absurdalna. Swoją książkę rozszerzającą tezy zawarte w filmie zatytułował: Bóg urojony.



Czas trwania: około 95 minut

sobota, 10 kwietnia 2010

czwartek, 8 kwietnia 2010

Materiał szkoleniowy

Jeżeli kiedyś będę chciał być sprawozdawcą sportowym, to już wiem, od kogo się uczyć.

środa, 7 kwietnia 2010

New Morning

Nowy poranek, nowy dzień, a ja jestem nowym człowiekiem. Nie wiem jeszcze, jaki to człowiek. Czy jest inny od poprzedniego mnie? Lepszy czy gorszy? Trzymając się filozoficznej konwencji, nie odpowiem na te pytania. Możliwe, że dlatego, bo nie wiem. Patrzę teraz na świat z daleka. Na razie przyniosło to spokój, pewność siebie i jeszcze większy optymizm niż zwykle. Wiem, że to się zmieni. Nie wiem kiedy, ale może już jutro? Wtedy będę już innym człowiekiem. Nowym? Na pewno nie starym.

Chwała ludziom, którzy idą tam, gdzie chcą. Chwała im, bo przyznają się, że czasem nie wiedzą gdzie iść.